Rok temu podjąłem decyzję, która dla wielu osób może wydawać się absurdalna, a dla innych bardzo odważna. Postanowiłem zapłacić 7880 zł za dostęp do mentoringu Phila Koniecznego i jednocześnie przeznaczyć 100 000 zł na inwestowanie w kryptowaluty, kopiując jego strategię.
Nie zrobiłem tego jednak „na ślepo”. Już wcześniej działałem na rynku krypto, miałem za sobą pierwsze doświadczenia i wiedziałem mniej więcej, jak wygląda cykl rynkowy. Mimo to chciałem sprawdzić coś bardzo konkretnego – czy mentoring osoby, która jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców kryptowalutowych w Polsce, realnie przekłada się na wyniki.
Ten artykuł jest podsumowaniem całego roku. Nie będzie tu teorii, tylko liczby, decyzje i wnioski, które mogą być dla Ciebie dużo cenniejsze niż jakiekolwiek „porady inwestycyjne”.
Jak wyglądał mój start z mentoringiem?
Do mentoringu dołączyłem w jego trzeciej edycji, czyli stosunkowo późno. W praktyce oznaczało to, że nie uczestniczyłem w całym cyklu od samego początku, tylko wskoczyłem w jego końcówce. Dla wielu osób to może być minus, ale z drugiej strony miałem dostęp do całej wiedzy z poprzednich edycji, więc teoretycznie nie byłem „w tyle”.
Od początku założyłem sobie jedną rzecz – nie będę tylko oglądał materiałów, tylko sprawdzę wszystko w praktyce. Dlatego przeznaczyłem 100 000 zł i postanowiłem odwzorować strategię, o której mówił Phil.
Podział był prosty i dość konserwatywny. Około 90% środków trafiło do Bitcoina, a pozostałe 10% do Ethereum. Był to moment, w którym rynek znajdował się już po dużych spadkach z 2022 roku, ale jednocześnie nie było jeszcze pełnej euforii, która zwykle pojawia się na końcówce hossy.
W praktyce oznaczało to, że kupowałem Bitcoina w okolicach 272 tysięcy złotych za sztukę oraz Ethereum w okolicach 10,6 tysiąca złotych.
Na czym polegała strategia?
Wiele osób myśli, że mentoring kryptowalutowy polega na dostawaniu „listy coinów”, które trzeba kupić i potem patrzeć, jak rosną. W rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej.
Główna strategia była dużo bardziej zachowawcza i opierała się na kilku prostych założeniach. Najpierw budujesz pozycję w Bitcoinie, czyli najbezpieczniejszym aktywie w całym rynku krypto. Następnie czekasz na moment, w którym rynek zaczyna się rozgrzewać, a ceny rosną. Dopiero wtedy rozważasz wejście w bardziej ryzykowne altcoiny, najlepiej już z wypracowanego zysku.
Kluczowym elementem była też realizacja zysków w odpowiednim momencie. Nie chodziło o to, żeby trzymać wszystko w nieskończoność i liczyć na „jeszcze więcej”, tylko o to, żeby wyjść z rynku wtedy, gdy ryzyko zaczyna przeważać nad potencjalnym zyskiem.
Na papierze brzmi to banalnie. W praktyce… to jedna z najtrudniejszych rzeczy w inwestowaniu.
Problem, którego nikt się nie spodziewał
Największym zaskoczeniem całego tego cyklu był brak altseasonu.
Jeśli interesujesz się kryptowalutami dłużej niż od kilku miesięcy, to pewnie kojarzysz poprzednią hossę z 2021 roku. Wtedy praktycznie wszystko rosło. Wystarczyło kupić losowego altcoina i była spora szansa, że zarobisz.
Tym razem sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.
Cykl z lat 2022–2025 był w dużej mierze cyklem Bitcoina. Oczywiście pojawiały się projekty, które dawały dobre wyniki, ale nie było masowego „szaleństwa”, które napędzało cały rynek.
To miało ogromne znaczenie dla wyników inwestorów. Osoby, które próbowały grać agresywnie pod altcoiny, często kończyły ze stratą albo minimalnym zyskiem. Z kolei ci, którzy skupili się na Bitcoinie, mieli dużo stabilniejsze wyniki.
I to był pierwszy moment, w którym zacząłem odchodzić od kopiowania strategii 1 do 1.
Pierwsza realizacja zysków – czerwiec 2025
W połowie 2025 roku pojawił się pierwszy ważny moment decyzyjny. Phil zdecydował się wtedy sprzedać połowę Bitcoina oraz całe Ethereum. Powodem była obawa przed słabym okresem wakacyjnym i potencjalnymi spadkami.
Gdybym sprzedał dokładnie w tym samym momencie, mój wynik wyglądałby całkiem solidnie. Na Bitcoinie miałbym około 43% zysku, natomiast na Ethereum zaliczyłbym niewielką stratę. Łącznie dawało to około 33% zwrotu z inwestycji.
To już jest wynik, z którego większość inwestorów byłaby zadowolona.
Ale ja postanowiłem zrobić coś innego.
Moja decyzja – jeszcze poczekam
Zamiast sprzedawać razem z nim, zdecydowałem się jeszcze trochę poczekać. Wiedziałem, że to zwiększa ryzyko, ale jednocześnie widziałem, że rynek nadal ma potencjał wzrostowy.
Jak się okazało, była to dobra decyzja.
Miesiąc później Bitcoin był jeszcze wyżej, co przełożyło się na około 56% zysku na tej części inwestycji. To pokazuje bardzo ważną rzecz – nawet jeśli masz dostęp do czyjejś strategii, to finalnie i tak podejmujesz własne decyzje.
I to one robią największą różnicę.
Ostateczne wyjście z rynku
Finalnie zdecydowałem się całkowicie wyjść z rynku kryptowalut. Nie chciałem ryzykować dalszego trzymania środków w momencie, kiedy cykl zbliżał się do końca, a sytuacja makroekonomiczna była coraz bardziej niepewna.
Sprzedałem zarówno Bitcoina, jak i Ethereum i podliczyłem całość.
Z 100 000 zł zrobiło się dokładnie 150 369,66 zł. Po odjęciu kosztu mentoringu mój czysty zysk wyniósł około 42 500 zł, co daje mniej więcej 42% zwrotu w skali roku.
To nie jest wynik, który zmienia życie, ale jest bardzo solidny – szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie było spektakularnego altseasonu.
Co by było, gdybym trzymał dalej?
Ciekawym eksperymentem jest sprawdzenie, co by się stało, gdybym nie sprzedał wszystkiego i trzymał się strategii 1 do 1.
W takim scenariuszu część środków byłaby już zrealizowana, a część nadal pozostawałaby w Bitcoinie. Na moment analizy wyszłoby około 117 tysięcy złotych wartości całkowitej.
Czyli nadal byłbym na plusie, ale zdecydowanie mniejszym.
To pokazuje, jak ogromne znaczenie ma moment wyjścia z inwestycji. Czasami zarabiasz najwięcej nie wtedy, kiedy kupujesz, tylko wtedy, kiedy sprzedajesz.
Co by było, gdybym wszedł wcześniej?
Najbardziej ciekawy wniosek pojawił się dopiero wtedy, gdy przeanalizowałem cały cykl od początku.
Sprawdziłem, co by się stało, gdybym dołączył do mentoringu w pierwszej edycji, czyli w listopadzie 2022 roku, i inwestował dokładnie według tej samej strategii.
W takim przypadku z 100 000 zł zrobiłoby się około 372 000 zł. Nawet po odjęciu kosztów mentoringu ROI wynosiłoby ponad 250%.
To jest moment, w którym naprawdę zaczynasz rozumieć, jak działa ten rynek.
Największe pieniądze zarabia się na początku cyklu, a nie wtedy, kiedy większość ludzi dopiero się nim interesuje.
Czy mentoring był tego wart?
I teraz najważniejsze pytanie.
Czy mentoring Phila Koniecznego się opłaca?
Odpowiedź brzmi – to zależy.
Jeśli oczekujesz, że ktoś poda Ci gotową listę coinów i zarobisz x10 bez myślenia, to nie. Taki mentoring Cię zawiedzie.
Jeśli natomiast traktujesz to jako źródło wiedzy, sposób na uporządkowanie strategii i uniknięcie największych błędów, to jak najbardziej ma to sens.
W moim przypadku mentoring nie sprawił, że nagle zarobiłem fortunę. Ale pomógł mi:
- podejmować lepsze decyzje
- unikać hype’u na altcoiny
- zrealizować zysk w odpowiednim momencie
I to mogło mieć kluczowe znaczenie.
Moje wnioski po roku
Po całym tym eksperymencie widzę kilka rzeczy bardzo jasno.
Po pierwsze, rynek kryptowalut jest cykliczny i największe okazje pojawiają się wtedy, gdy nikt się nim nie interesuje.
Po drugie, Bitcoin nadal jest fundamentem tego rynku i w wielu przypadkach daje lepszy stosunek ryzyka do zysku niż altcoiny.
Po trzecie, mentoring sam w sobie nie zarabia pieniędzy. To tylko narzędzie, które może pomóc Ci podejmować lepsze decyzje.
I po czwarte, najważniejsza jest odpowiedzialność za własne decyzje. Możesz kogoś słuchać, możesz się inspirować, ale na końcu to Ty klikasz „kup” i „sprzedaj”.